Rio Grande

// // Leave a Comment


Czas był rzeką. Jej spokojny nurt znał z opowieści i tych kilku westernów, które obejrzeli razem.
Mama pichci w kuchni. Naleśniki z białym serem zawija w rulon. Prószy je cynamonem. W telewizorze poluje gepard. Ruszył. Nie siorb przy dziecku! Głos matki pędzi przez ciasny przedpokój spółdzielczego mieszkania. Uśmiechają się do siebie. Ojciec w białym podkoszulku demonstruje jak pić herbatę o temperaturze wrzątku. On, jeszcze w pidżamie przesuwa się pod ścianę, robi mu miejsce na niezaścielonym tapczanie. Mości poduchy, czeka. Czuje jak rośnie w nim napięcie, przebiera stopami, przewraca się z boku na bok, pstryka palcami bez wyraźnego plask. W końcu klaszcze podekscytowany. Jest. Suzin hipnotyzuje, ojciec kładzie się obok. Ten jeden raz przymyka oko na okruszki, splecione dłonie zakłada pod głową. Znowu się uśmiechają. Nareszcie akcja. Dobry pokona złego, gdzieś tam w dolinie rzeki.

PS
Pracuję z własnym archiwum już jakiś czas i z przykrością stwierdzam, że zdjęć rodzinnych jest tam tyle, co kot napłakał. Wstyd. Zwyczajny wstyd.

0 komentarze:

Prześlij komentarz